_ART0317Klub
Wywiad z trenerem Bogdanem Wróblem

27 lipca br. na łamach Ziemi Sochaczewskiej ukazał się obszerny wywiad z trenerem seniorów Orkana, Bogdanem Wróblem, z którym rozmawiał Maciej Frankowski. Prezentujemy treść wywiadu i zachęcamy do lektury, również w portalu ziemia-sochaczewska.pl.

 

Maciej Frankowski: Zacznijmy od najaktualniejszych wydarzeń, czyli brązowego medalu Mistrzostw Polski Seniorów w Rugby 7, które rozegrano 11 i 12 lipca w Gnieźnie. Czy satysfakcjonuje pana ten wynik?
Bogdan Wróbel: Nie ukrywam, że jechaliśmy do Gniezna po krążek innego koloru.

MF: Pierwszy mecz z Ogniwem Sopot miał kluczowe znaczenie. 
BW: W takich rozgrywkach pierwszy mecz jest bardzo specyficzny. Do tego od razu trafiliśmy na najsilniejszego rywala w grupie, który zdominował nas trochę warunkami fizycznymi. Nasi zawodnicy, gdy schodzili z boiska byli źli na siebie, bo wiedzieli, że zagrali nie tak jak powinni. Jednakże kubeł zimnej wody na samym początku dobrze im zrobił i zmobilizował do dalszej walki w turnieju. Lepiej przegrać na początku niż na końcu, w decydującej fazie.

MF: Jednak porażka z Ogniwem i zajęcie drugiego miejsca w grupie eliminacyjnej sprawiła, że Orkan trafił w półfinale na jednego z głównych pretendentów do mistrzowskiego tytułu, Lechię Gdańsk.
BW: Lechia od sześciu lat jest najmocniejsza w „siódemkach”. Mają dobrych zawodników, fizycznie dużo mocniejszych od nas. Niestety sędzia „ustawił” mecz do tego stopnia, że wypaczył jego wynik. Zawsze denerwuję się na arbitrów, ale tym razem miałem wyraźne powody ku temu. Pierwsza nasza akcja kończy się metr od pola punktowego i rugbista Lechii nie daje odłożyć ani oddać piłki zawodnikowi Orkana, którego szarżował. Zdecydowanie powinien zostać ukarany żółtą kartką, a my powinniśmy dostać karną „piątkę”. Gdyby tak się stało, to zupełnie inaczej ułożyłby się los tego spotkania. Z drugiej strony, w dalszej części meczu, nasz zawodnik za przewinienie w środkowej części boiska dostaję „żółtą” i tracimy przyłożenie. W „siódemkach” jeden zawodnik mniej na boisku to jednak bardzo duże osłabienie.

MF: Zauważalne jest, że od czasu gdy „siódemki” znalazły się w katalogu dyscyplin olimpijskich, coraz większy nacisk kładziony jest na tę odmianę rugby. Orkan też radzi sobie o wiele lepiej niż w „piętnastkach”.
BW: Ja zawsze porównuje Orkan Sochaczew do drużyny z Fidżi, gdzie grają w piętnastu na bardzo wysokim poziomie, lecz nie odnoszą jakiś większych sukcesów. Za to w „siódemkach” są bezkonkurencyjni i triumfują we wszystkich Grand Prix, od kilku lat są Mistrzami Świata. Orkanowi, kolokwialnie mówiąc, leżą „siódemki”. Mamy zdolnych zawodników, którzy są dobrzy technicznie i świetnie przygotowani biegowo. Do „piętnastek” brakuje nam niestety tej pierwszej piątki młyna, filarów i drugiej linii.

MF: Do tego jeszcze na początku minionego sezonu nastąpiła plaga kontuzji.
BW: Pierwsze dwa mecze jesienią z Arką Gdynia i Budowlanymi Łódź, pomimo porażek, wypadły bardzo dobrze. Graliśmy z czołówką na najwyższym poziomie. Niestety w tych pierwszych dwóch spotkaniach złapaliśmy pięć kontuzji. Przytrafiły się one właśnie zawodnikom z formacji młyna, którzy są niezbędni dla zespołu, bo robią najcięższą pracę na boisku. Musiały minąć dwa, trzy miesiące, aby powrócili do zdrowia. Przez to osłabienie gra jesienią wyglądała trochę słabo.

MF: Niecodzienne zdarzenie miało miejsce w trzecim meczu sezonu, wyjazdowym spotkaniu z Lechią Gdańsk, na który pojechało tylko 14 rugbistów Orkana i musiał się Pan wcielić w rolę grającego trenera. Zresztą taka sytuacja w spotkaniach z zespołami z trójmiasta zdarzyła się już nie pierwszy raz, a samo zjawisko zyskało niechlubne określenie „choroby morskiej”.
BW: Nie wiem czym jest to spowodowane. Na pewno nie strachem, bo chłopaki nie boją się grać, nawet z tymi najlepszymi. Postanowiłem wejść na boisko i, pełniąc poniekąd trochę rolę statysty, wspomóc drużynę, żeby nie grała w osłabieniu. Chociaż dla osób, które najbardziej angażują się w zespół, po takim wyniku (88:0 przyp. red.), odchodzi ochota do grania. Mam nadzieję, że taka sytuacja już się nie powtórzy. Był zresztą na ten temat zdecydowany odzew zarządu RCO.

 

_ART0344

 

MF: W minionym sezonie Ekstraligi za przygotowanie formacji młyna odpowiedzialny był drugi trener seniorów, Jakub Seklecki. Jak to wpłynęło na przygotowanie drużyny?
BW: Była to bardzo dobra decyzja zarządu Klubu. Kuba jest trenerem Juniorów. W tym sezonie zdobył z prowadzoną przez siebie drużyną wszystko co było możliwe do zdobycia. Dwa Mistrzostwa Polski – w „siódemkach” i „piętnastkach”. Dzięki wspólnym treningom zajęcia były bardziej efektywne; zawodnicy mogli się więcej nauczyć. Ogromna praca została włożona w przygotowanie zawodników podczas przerwy zimowej, szczególnie juniorzy z formacji młyna, wchodzący do drużyny Seniorów, którzy będą grali przez najbliżej lata, bardzo dobrze wykorzystali ten czas. Przełożyło się to na wyniki wiosną, gdzie poziom drużyny w porównaniu z rundą jesienną został podniesiony o 100 procent. Dzięki temu ostatecznie udało nam się utrzymać szóstą pozycję sprzed roku i pozostać w Ekstralidze.

MF: Wielu tegorocznych mistrzów z kategorii juniorów z powodzeniem występuje już w najwyższej fazie rozgrywek.
BW: Do drużyny seniorów przeszli już m.in.: Jakub Budnik, Kamil Palasik, Dawid Janasz, Damian Szałaj, z powodzeniem na „dziesiątce” gra też Michał Kępa, a w ostatnim meczu sezonu z Posnanią udany debiut zaliczył Jakub Młyńczak. Kilku kolejnych zawodników rozpocznie też grę od nowego sezonu.

MF: Sochaczew jest kuźnią rugbistów, którzy grają w czołowych klubach w Polsce i Europie. Co należy zrobić, aby zatrzymać tych młodych, obiecujących zawodników w Sochaczewie. Już pomijając kwestię pieniędzy, w czym tkwi problem?
BW: To normalne, że młodych chłopaków ciągnie w świat. Chcą zobaczyć trochę innego życia. Odchodzą głównie ze względu na studia. Nie możemy przeszkadzać tym, którzy chcą się uczyć, bo dla nas jako szkoleniowców ich edukacja jest najważniejsza. A wiadomo, interesują ich kierunki prowadzone na uczelniach w większych miastach. Większość z nich nie rezygnuje jednak z rugby. Po prostu idą do klubu działającego w ich miejscu zamieszkania. Z drugiej strony cieszy mnie też, że jak ostatnio oglądaliśmy wspólnie finał Ekstraligi, w każdej z drużyn grali wychowankowie Orkana. Pieniądze to rzeczywiście inna kwestia. Wymogiem Polskiego Związku Rugby jest, aby prowadzić szkolenie dla wszystkich grup młodzieżowych. Niestety jest w tym trochę niekonsekwentny. Za pieniądze, które Orkan dostaje od Urzędu Miasta szkoli zawodników ze wszystkich kategorii wiekowych i jeździ na wszystkie zawody. Pozostałe kluby w Polsce niby wykazują, że mają szkolenie młodzieży, podczas gdy w praktyce większość z nich przeznacza prawie cały swój budżet na pierwszą drużynę.

MF: Ekstraliga rusza 22 sierpnia. Lato to czas odpoczynku, czy trwają już przygotowania do nowego sezonu?
BW: W wakacje mamy przerwę od rugby, ale nie od treningów. Jestem przeciwnikiem, żeby dawać zawodnikom miesiąc wolnego, bo później ciężko ich pozbierać i wprowadzić w trening. Rozpoczęliśmy już przygotowania. Przez pierwsze dwa tygodnie odbywają się zajęcia bez piłki, żeby chłopaki mogli trochę odpocząć. We wtorki i czwartki spotykamy się na siłowni, w piątki mamy trening w terenie, w poniedziałek standardowo – lekki rozruch, basen i odnowa biologiczna.

MF: Jakie są plany na przyszłość, czy Orkan planuje wzmocnienia składu?
BW: Drużyna Orkana składa się obecnie z 25 gotowych zawodników i 10 kolejnych, których trzeba zmotywować. Cały czas także pojawiają się nowe twarze z młodych roczników. Z drugiej strony, swoim doświadczeniem zespół napędzają tacy weterani jak Maciej Brażuk i Robert Zatorski. W Sochaczewie jest tylu dobrych rugbistów, że nie potrzebujemy ściągać nikogo z zewnątrz. Jeśli przyjrzeć się peselom zawodników z czołowej czwórki w tym sezonie, to okaże się, że za dwa, trzy lata skończą kariery i już ich nie będzie, a nowych ludzi do tych klubów nie napływa. Poza tym widać, że chłopaki z drużyny Orkana są głodni sukcesów. Dlatego musimy włożyć jeszcze więcej pracy i już niebawem będziemy mogli walczyć o medale w Ekstralidze. Moim celem w tym sezonie jest rozpoczęcie drugiej fazy w pierwszej czwórce. Jeśli utrzymamy obecny poziom treningowy, to myślę, że mamy na to jak najbardziej realne szanse. Dałoby to nam komfort psychiczny na wiosnę, ale jak będzie, zobaczymy.


 

Źródło: „Podnosimy poziom i chcemy walczyć o medale” ziemia-sochaczewska.pl
Foto: Witold Święcki, artmagazine.pl

Podziel się